Kategorie
Moja starość

„Starość jest czymś łatwym”

Witaj,

Odwołuję się tu do słynnego wywiadu Rylskiego w ramach projektu Rozmowy Po-Szczególne, w którym Rylski zapytany, odpowiada: „Starość jest czymś łatwym. Starość to smakowanie przyjemności”. Intrygujące i nierozstrzygnięte pozostaje pytanie o grę słowami i faktyczność zrzeczenia się etycznych imponderabiliów. Rylski odpowiadał prowadzącej wywiad, Justynie Bargielskiej, dosyć bezpośrednio: „Jako starzec nie muszę spełniać roli męża, kochanka, obywatela, pisarza”. Mimo to mam poczucie, że pisarz podejmuje swojego rodzaju pracę metafizyczną.

W ramach smakowania przyjemności wybieramy się z Mężem , / mieszkamy w Warszawie/, by  obejrzeć rzezby Edwarda Wittiga Patrz Wikipedia:

Życie i twórczość

Wykształcenie zdobył w Wiedniu pod kierunkiem J. Tautenheima (1897–1900) oraz w École des Beaux-Arts w Paryżu, w pracowni M. Jouvray. W latach 1914–1920 był profesorem Szkoły Sztuk Pięknych w Warszawie oraz Politechniki Warszawskiej.

We wczesnym okresie swojej twórczości tworzył rzeźby symboliczne – wykazujące pewne wpływy Augusta Rodina, widoczne we wrażliwym modelunku powierzchni bryły, z czasem jednak zdecydował się na klarowny układ kompozycji oparty na mocnych kontrastach jasno rozgraniczonych brył.

Od 1910 artysta począł się już programowo skłaniać ku tak zwanemu nowemu klasycyzmowi, ogólnoeuropejskiej tendencji stanowiącej reakcję na rodinizm w rzeźbie. Swe artystyczne credo zawarł w Odczycie o rzeźbie z 1915 – piętnował tam szerzące się w polskiej sztuce naśladownictwa Rodina i wzywał do nawiązania do tradycji. Jego monumentalny styl cieszył się w dwudziestoleciu międzywojennym wielkim uznaniem. W dziełach Wittiga upatrywano „złotego środka” pomiędzy tradycją akademicką a nowatorskimi, dążącymi do syntezy prądami artystycznymi. W 1936 został odznaczony Złotym Wawrzynem Akademickim Polskiej Akademii Literatury za wybitne zasługi dla polskiej sztuki w ogóle[1].

Został pochowany na warszawskim Cmentarzu Powązkowskim (kw. 64, rz. 3).

Najważniejsze prace

Upamiętnienie

Od 5 stycznia 1981 ulica w Warszawie na terenie obecnej dzielnicy Białołęka nosi nazwę ulicy Edwarda Wittiga[5].

Edward Wittig (1879-1941)
1916-1918 wg prototypu z 1904 roku
Sygnowana na podstawie, ryt. E Wittig
Brąz, odlew
23 x 8 x 11 cm
MNKi/M/207

Ta przepiękna rzezba E.Wittiga znajduje  się w filii Muzeum Narodowego w Kielcach.

Akt kobiecy

Pomnik Peowiaka na pl. Małachowskiego (2010)RA

Pomnik Peowiaka na pl. Małachowskiego (2010)/ przed Zachętą/

Kategorie
Moja starość

Samotność – przyjaciółka mojej starości

Witaj,

W studiowaniu swojej starości bardzo pomagają mi spostrzeżenia nie tylko moje  , ale przede wszystkim ludzi mądrych – filozofów, pisarzy , ludzi którzy przeżyli ponad 90 lat a nawet więcej.

Często dla Was będę cytować ich wypowiedzi, a nawet  długie teksty.

Na początek  mojej starczej drogi przez życie chcę Wam polecić  książkę wybitnego polskiego filozofa naszych czasów  ”  O umiejętności życia” Tadeusza Gadacza.

Można  ją kupić w internecie , ja kupiłam używaną/ chyba nikt jej nie czytał, bo jest zupełnie nie używana, nowa/ , zapłaciłam za nią  tylko 7 zł.

Oto fragment tej książki: „Kiedy mówimy o chwale samotności, mamy na myśli samotność z wyboru traktowaną jako sposób życia. Taką samotność wybierają na przykład twórcy sztuki. Decydują się na samotność, gdyż wiedzą, że najwspanialsze dzieła sztuki powstają w odosobnieniu. Dusza ludzka może tworzyć tylko wtedy gdy jest sama. Do twórców należą także naukowcy i filozofowie. Samotność  jest zatem także ich domeną życiową. Przyjaciółmi samotności są zatem jednostki wrażliwe i głębokie- arystokraci ducha.

Arystokraci ducha to ludzie wybitni, albo wewnętrznie bogaci, wolni, często niezrozumiani przez otoczenie, uciekający do swej samotni także przed wścibskim tłumem, przed zazdrością i zbytnią ciekawością obcych. Tak rozumieli swoją samotność Petrarca czy Schopenhauer.

Gdy jednak myślimy o arystokratach ducha, staje przed nami przede wszystkim postać Friedricha Nietzschego. Chwała samotności to także chwile odosobnienia dla osiągnięcia wewnętrznego spokoju, odpoczynku, wytchnienia od zgiełku świata, od trudnych kontaktów z ludzmi ale także – dla rozmyślania, poznawania samego siebie. W samotności możliwe jest coś, co nie jest w pełni możliwe w zbiorowisku ludzkim.

Gdy człowiek pozostaje w samotności, ma szczególną okazję do poznania samego siebie. Nie musi bowiem wówczas udawać kogoś innego niż jest. ‚ Gdy brak nam świadka i widza” – pisał Seneka- ” wtedy opadają nas złe nałogi, których wynikiem jest chęć pokazania się innym i zwrócenia na siebie uwagi.

„Któż wdział kiedykolwiek purpurę, której nie miał komu pokazać?  Kto kiedy potajemnie ucztował na złocie? Kto kiedy rozciągniony w cieniu wiejskiego drzewa samotnie napawał się wspaniałością zbytku? Nikt nie żyje wystawnie dla własnych tylko oczu ani dla oczu niewielkiego grona ludzi lub najbliższego otoczenia, lecz każdy rozpościera świetne dowody swoich przywar stosownie do rozmiarów przyglądającej się temu gawiedzi”.

W odosobnieniu człowiek lepiej także słyszy głos natury, ma większą możliwość odnalezienia siebie, spotkania z sobą samym, gdyż samotność rodzi w nim wyższy stopień uwagi. Dlatego samotność ” oczyszcza duszę, rozjaśnia sumienie, rozpala serce, budzi ducha, roznieca pragnienie, ułatwia poznanie Boga”.

Chwała samotności ukazuje się wreszcie w tym, że samotność jest niezbędnym warunkiem spotkania i więzi. Gdyż tak jak most może połączyć tylko rozdzielone brzegi, tak do głębokich  więzi z innymi ludzmi zdolni są tylko ci, którzy zdolni są wpierw do oddzielenia się i odosobnienia.” By związać się z innymi naprawdę, trzeba przejść przez doświadczenie samotności.” Samotność łączy tych, których zbiorowisko rozdziela”- pisał Camus. Okresowa samotność jest więc człowiekowi niezbędna.

Chwała bycia samotnym dostępna jest jednak tylko tym, których cieszą chwile odosobnienia.

„Czy ktoś posiadający książki nie chciałby stale czytać, albo zabrać się do pisania na ten czy inny remat raczej, niż spędzać każdy wieczór z zagorzałymi członkami stronnictw, którzy uważają , że kraj jest do niczego”?- pytał z przekąsem Bernard de Mandeville.

Odosobnienie cieszy jednak tylko ludzi duchowo głębokich, wewnętrznie bogatych, samodzielnych, akceptujących samych siebie. Człowiek zdolny do samotności umie poprzestać na sobie samym, jest samowystarczalny, gdyż ” im więcej ktoś sam  przez się posiada, tym mniej potrzebni mu inni”. Dlatego nie odrzuca boleśnie samotności mędrzec o bogatym życiu wewnętrznym czy ktoś posiadający liczne zainteresowania.

Samotność doskwiera człowiekowi pustemu. Izolację wytrzymuje tylko człowiek ducha, podczas gdy ludzie ducha pozbawieni wciąż prą do stada.

Cokolwiek jednak powiedzielibyśmy na korzyść samotności, zbyt długa samotność zamienia chwałę bycia samotnym w cierpienie samotności, a nawet jej przekleństwo. Chwile odosobnienia zaczynają nam ciążyć i tęsknimy za bliskimi. Twórcy zaczynają płacić za swoje dzieła wysoką cenę. ” Najczęściej żyją oni na granicy rozpaczy, oscylując między pragnieniem wspólnoty a odosobnieniem”. Myśliciele- chwytający myśli w locie na samotnych szczytach- nawet w wyglądzie zewnętrznym przybierają postać samotników, jak Nietzsche, w opisie sporządzonym przez Lou Salome „Samotność- to było pierwsze silne wrażenie,  jakie ogarniało przy pojawieniu się Nietzschego. Przelotny obserwator nie zauważał nic , co rzucałoby się w oczy: średniego wzrostu mężczyzna, w nad wyraz prostym, ale nad wyraz starannym ubraniu, o spokojnych rysach i ze skromnie zaczesanymi do tyłu  brązowymi włosami, łatwo  mógł zostać przeoczony. Ładna, w najwyższym stopniu pełna wyrazu linia ust była prawie zupełnie zakryta przez duże, zaczesane do dołu wąsy. Miał cichy śmiech, bezszelestny sposób mówienia i ostrożny, rozważny chód, przy którym nieznacznie pochylał się w ramionach: trudno byłoby wyobrazić  sobie tę postać w tłumie- nosiła  ona piętno odosobnienia. Nieporównanie piękne i szlachetnie ukształtowane, tak, że mimowolnie przyciągały wzrok, były dłonie Nietzschego, o których on sam sądził, że zdradzają jego ducha… Podobne znaczenie przypisywał swoim nadzwyczaj małym i przepięknie wymodelowanym uszom, o których powiadał, że są to prawdziwe uszy dla niesłyszalnego. Również oczy przemawiały, zdradzając prawdę. Na wpół ślepe, nie mrugały jednak- pozbawione były niezamierzonego natręctwa wielu krótkowidzów; o wiele bardziej przypominały strażników i obrońców własnych skarbów, niemych tajemnic, których nie powinien dotknąć niczyj niepowołany wzrok…

Kiedy zachowywał się, jakby był pod urokiem pobudzającej go rozmowy we dwoje, wtedy w jego oczach pojawiał się i znikał wzruszający błysk; ale kiedy był w ponurym nastroju, wtedy mrocznie, niemal  grożąc, przemawiała przez nie wypływająca z niesamowitych głębi samotność”

Pozdrawiam serdecznie Maria

P.S Na zdjęciu  nasza piękna  40 -letnia Pani Azalia w kolorze  pomarańczowym.

Kategorie
Moja starość

Własna koncepcja jakości życia w starości

Witaj,

Tak jak Wam obiecałam  mam zamiar zająć się swoją  starością . 5 stycznia  skończyłam 68 lat. Statystyka  jest bardzo optymistyczna, zakłada, że  jeszcze wiele lat życia przede mną. Można dowolnie sobie prognozować długość lat, ale raczej na wielkich planach i marzeniach już się nie skupiam.