Szwajcarskie ciasto morelowe

Szybkie ciasto z morelami

forma 25 x 25cm

150 g miękkiego masła
150 g cukru
3 jajka
1 łyżka amaretto
150 g mąki
1,5 łyżeczki proszku do pieczenia

+ morele,  płatki migdałowe

Nagrzać piekarnik do 180°.
Morele umyć, przepołowić i wypestkować.
Masło utrzeć (zmiksować) z cukrem do białości. Dalej miksując dodawać po jednym jajku, następnie dodać amaretto oraz – partiami – mąkę wymieszaną z proszkiem. Ciasto przelać do natłuszczonej lub wyłożonej papierem formy, ułożyć owoce i posypać płatkami migdałowymi. Piec ok. 40 min (lub do suchego patyczka).

*

Stara, prosta recepta na choroby jelit

Witaj,

Najczęściej potrzebne i najszerzej stosowane są  mieszanki ziołowe zalecane w zaparciach .

Prostym w przygotowaniu, a jednocześnie  bardzo skutecznym środkiem jest napar z siemienia lnianego.

Oto recepta:  1 łyżkę stołową  nasion siemienia zalewa się 1/2 szklanki ciepłej wody, trzyma pod przykryciem kilka godzin, po czym przecedza i wypija . Taką porcję  wypijać  2 razy dziennie, w tym   na czczo.

Tak samo przyrządza  się i dawkuje napar z kwiatów  dzikiego bzu / 2 czubate łyżki/ na pół szklanki ciepłej wody

Moje ukochane cukierki też zawierają karmel, syrop glukozowy i olej palmowy

Witaj,

Jako  fitoterapeuta i naturopata poświęciłam wiele czasu na poszukiwanie odpowiedzi na pytanie czemu jedni chorują często a inni bardzo rzadko. Teraz już wiem, że ma to związek z odżywianiem się. System opieki zdrowotnej kosztuje za dużo, tym samym wyklucza wielu ludzi i nie promuje zdrowego odżywiania, aby zapobiec chorobom.

Jeśli chcesz   świadomie jeść jajecznicę na bekonie i następnie brać leki  na obniżenie  cholesterolu to masz do tego  prawo. Ale możesz świadomie usunąć przyczyny chorób zamiast koncentrować się na objawach.  Podaję Wam  przykład z własnego życia.  Tak jak jedni uwielbiają coca-colę, ja uwielbiałam cukierki   pewnej  starej polskiej firmy. Niedawno  znalazłam lupkę   i postanowiłam rozszyfrować drobne literki na opakowaniu ukochanego cukierka.

W składzie cukierka  znalazłam: syrop  glukozowy, olej palmowy  oraz karmel. Karmel to nic innego jak E-150 

Opis

Karmel amoniakalno-siarczynowy, karmel klasy IV – syntetyczny, brązowy barwnik spożywczy używany do barwienia m.in.: piwa typu porter, napojów typu cola, czekolady, dżemów, wyrobów cukierniczych oraz brązowego sosu do mięs. Jego dopuszczalne dzienne spożycie wynosi 200 mg/kg masy ciała. Wikipedia

Niestety w obecnych czasach przeciętny konsument przed zakupem towaru „spożywa go oczami” – nie jest dla niego bardzo ważne z czego się składa tylko jak wygląda. Gdy towar zostanie wzrokowo oceniony jako smaczny ląduje w koszyku z zakupami. Z tego też powodu producenci starają się jak najbardziej upiększać swoje wyroby, wiadomo że sprzedaż przekłada się na zarobki a te z kolei na jakość życia.

Postanowiłam przeanalizować dostępne informacje na temat barwników E150, czyli tych opartych na karmelu. W dużych ilościach są konsumowane szczególnie przez maniaków napojów cola i innych ale również w gotowych deserach, sosach, lodach czy nawet dżemach. Jedne badania amerykańskie twierdzą , że barwnik E150  ma działanie  rakotwórcze, drugie badania temu zaprzeczają.
Tabela barwników karmelowych:

Cukierki zazwyczaj zawierają cukier, jedzenie ich w nadmiernej ilości może prowadzić do uszkodzenia zębów. Kiedy cukier jest trawiony, wytwarza kwas, który niszczy szkliwo zębów i może prowadzić do próchnicy. Aby temu zapobiec, stomatolodzy polecają myć zęby regularnie, najlepiej po każdym posiłku.Cukierek ma wysoki indeks glikemiczny (IG), co oznacza że powoduje wysoki wzrost poziomu cukru we krwi po spożyciu. Może być groźny szczególnie dla osób chorych na cukrzycę, ale również dla osób bez cukrzycy[6].

Jest wiele produktów które mogą z korzyścią dla zdrowia zastąpić wyżej wymienione np. naturalne soki czy słodycze ekologiczne produkowane z owoców).

Pozornie karmel wydaje się naturalnym barwnikiem, można sobie go zrobić w domu ogrzewając cukier. Nie wszyscy są jednak świadomi, że jest też karmel wzbogacany chemicznie co już nie jest takie obojętne dla organizmu. Na koniec cytat M. Thatcher „Nie idź za tłumem bo nigdzie nie dojdziesz” – sam wybierz własną drogę, odżywiania również.

Powiedziałam do siebie: Marysiu, nie idz tą drogą!

Duże skażenie powietrza w salonach stylizacji paznokci

Witaj,

Pracownicy salonów stylizacji paznokci stale stykają się z zanieczyszczeniami powietrza, np. formaldehydem czy benzenem. Z tego powodu naukowcy z Uniwersytetu Kolorado w Boulder porównują ich do zatrudnionych w rafineriach ropy naftowej czy warsztatach samochodowych.

W ramach badania monitorowano poziom lotnych związków organicznych (ang.volatile organic compound, VOC) w 6 salonach stylizacji paznokci z Kolorado. Akademicy podkreślają, że zwykle manikiurzyści/pedikiurzyści pracują wiele godzin i często uskarżają się na bóle głowy, problemy związane z układem oddechowym i podrażnienie skóry.

Studium zapewniło jedne z pierwszych twardych dowodów, że takie środowiska są niebezpieczne dla pracowników i że dla ich dobra trzeba wprowadzić odpowiednie uregulowania prawne – podkreśla Lupita Montoya.

Montoya mniej więcej od dekady interesuje się lotnymi zanieczyszczeniami w salonach stylizacji paznokci. Wspomina wizytę sprzed lat, podczas której uderzył ją nieprzyjemny zapach preparatów używanych do manikiuru żelowego i akrylowego. Specjalistka zaczęła podejrzewać, że w tak słabo wentylowanych, zamkniętych przestrzeniach jakość powietrza nie może być dobra.

Choć zidentyfikowano sporo VOC z produktów do paznokci, o wiele mniej badań poświęcono zdrowiu osób, które stykają się z nimi dzień w dzień. Nasunęły się więc pytania, co znajduje się w powietrzu w salonie, w jakim stężeniu i czy da się te związki jakoś usunąć?

Montoya już wcześniej próbowała przeprowadzić badania terenowe, ale z obawy przed konsekwencjami salony odmawiały udziału. W 2017 r. studenci użyli swoich osobistych kontaktów, by zapewnić dostęp do 6 gabinetów. Pod warunkiem zachowania anonimowości właściciele zgodzili się na 18-miesięczny monitoring.

Naukowcy zamontowali aparaturę do monitorowania gazów BTEX (benzenu, toluenu, etylobenzenu i ksylenu) oraz formaldehydu.

We wszystkich 6 lokalach stwierdzono wyższe niż oczekiwano poziomy benzenu, który wcześniej powiązano z białaczką.

Ekipa poprosiła osoby zatrudnione w salonach o wypełnienie kwestionariusza dot. praktyk pracowniczych i związanych z bezpieczeństwem oraz objawów zdrowotnych. Okazało się, że technicy pracowali średnio 52,5 godziny tygodniowo, a niektórzy nawet 80 godzin na tydzień. Siedemdziesiąt procent pracowników wspominało o co najmniej 1 objawie. Do często wymienianych należały ból głowy, a także podrażnienie skóry i oczu.

Okazało się, że w niektórych salonach ryzyko wystąpienia nowotworu na jakimś etapie życia było nawet 100-krotnie wyższe niż wg wskaźników podawanych przez amerykańską Agencję Ochrony Środowiska (EPA).

Klienci salonów nie są jednak tak zagrożeni, jak pracownicy. Obserwowane skażenie wpłynie negatywnie zapewne tylko na najbardziej podatnych, np. osoby z ciężką astmą czy alergią. To zależy od czasu spędzanego w danym środowisku, a klienci są tu [przecież] tylko przez chwilę.

Jak usunąć szkodliwe VOC? Odpowiedzią mogą być materiały opracowywane przez inżynierów Montoi. W 2016 r. doktorant Aaron Lamplugh zaczął pracę nad metodami pasywnego zmniejszania stężenia VOC za pomocą tanich materiałów absorbujących. Chodzi np. o poddawane obróbce cieplnej (wygrzewaniu w wysokiej temperaturze przy ograniczonym dostępie powietrza) drewno czy węgiel, które wykazują duże powinowactwo do cząsteczek organicznych takich jak BTEX. Dyfuzja pasywna jest skuteczna, ale zajmuje dużo czasu. O wiele lepszym rozwiązaniem wydaje się więc kierowanie strumieni zanieczyszczonego powietrza na pochłaniający materiał.

W kontrolowanych warunkach laboratoryjnych obserwowaliśmy wysoki, blisko 100%, wskaźnik eliminacji VOC. Optymalizujemy tę metodę pod kątem zastosowań w terenie, gdzie panują bardziej nieprzewidywalne warunki – wyjaśnia Lamplugh.

W zeszłym roku Lamplugh nawiązał współpracę z ceramiczką Camilą Friedman-Gerlicz, która zmienia węgiel aktywowany w ozdoby/dzieła sztuki. Mogą one cieszyć oko i jednocześnie oczyszczać powietrze.

Naukowcy uważają, że z rogów stolika, przy którym ktoś pracuje, strumienie zanieczyszczonego powietrza można by kierować wprost na węglową ozdobę.

Czytaj dalej „Duże skażenie powietrza w salonach stylizacji paznokci”

Miody z miejskich pasiek

Witaj,

Miód z pasiek miejskich jest tak samo zdrowy, jak ten z pasiek wiejskich. Pszczoły doskonale radzą sobie w polskich metropoliach i znajdują masę pokarmu przez cały sezon, a jednym z ich ulubionych miejsc są… cmentarze – opowiada PAP dr Hajnalka Szentgyörgyi.

Miody z pasiek miejskich nie ustępują pod względem jakości tym z terenów wiejskich. Poziom szkodliwych substancji w nich zawartych jest niski i jako taki często nie pozwala odróżnić miejsca produkcji miodu – opowiada w rozmowie z PAP biolog z Uniwersytetu Rolniczego w Krakowie, dr Hajnalka Szentgyörgyi.

Wbrew pozorom pszczoły w miastach często radzą sobie lepiej, niż na wsi. Z czego to wynika? Jak wyjaśnia biolog, ponad 60 proc. powierzchni Polski zajmują tereny rolnicze, które jednak są coraz mniej przyjazne pszczołom. Z jednej strony owadom szkodzą tam różnego rodzaju pestycydy, z drugiej nie sprzyja im monokulturowy charakter upraw. Niektóre rośliny kwitną też krótko, np. gryka – zaledwie dwa tygodnie, i tylko w tym momencie pszczoły mogą pozyskać nektar oraz pyłek do bardzo charakterystycznego miodu gryczanego. Później nie mają dostępu do innego pokarmu, bo w najbliższej okolicy często nie rosną i nie kwitną prawie żadne inne miododajne rośliny.

Tymczasem w miastach różnego rodzaju kwiaty kwitną w zasadzie przez cały sezon, czyli od marca do września. Mowa tu o roślinach rosnących na balkonach, skwerach, parkach czy cmentarzach. Tam pszczoły mają naprawdę bogactwo pokarmu, bo miejskie nekropolie są zadrzewione, nie mówiąc o często składanych kwiatach ciętych na nagrobkach – opowiada biolog.

Ponieważ pszczoły w mieście pozyskują nektar i pyłek z bardzo różnych gatunków kwiatów – produkowany przez nie miód jest wielokwiatowy; nie ma szans na wysublimowane rodzaje miodu takie, jak choćby akacjowy czy gryczany.

Dr Szentgyörgyi przeprowadziła wraz z zespołem badania pyłku sprowadzonego do uli przez pszczoły na terenie Krakowa i okolic. Analizami objęto 15 uli z pięciu różnych lokalizacji. Spoglądano na poziom metali ciężkich i węglowodorów aromatycznych, będących składnikami smogu. Ku zaskoczeniu dr Szentgyörgyi analizy wykazały, że stężenie tych substancji w pyłku kwiatowym przyniesionym przez pszczoły do uli na terenach wiejskich czy podmiejskich bywa czasami większe niż w centrum Krakowa.

Ta sytuacja związana jest z jakością powietrza. W centrum miasta może być czasami lepsza ze względu na stosowanie centralnego ogrzewania, podczas gdy na przedmieściach lub na wsi stosuje się indywidualne ogrzewanie, używając często paliwa złej jakości – dodaje badaczka.

Biolog uspokaja, że mimo obecności tych substancji w miodzie ich stężenia są stosunkowo niskie i nie powinny być szkodliwe dla zdrowia.

Miód produkowany jest z nektaru kwiatowego, który kwiaty wytwarzają na bieżąco. Dlatego choć kwiat kwitnie nawet tam, gdzie powietrze nie jest zbyt czyste – to nektar nie ulega tak dużemu zanieczyszczeniu, jak choćby pyłek – podkreśla biolog. O wiele więcej zanieczyszczeń znajduje się w pyłku kwiatowym, który pszczoły zbierają wraz z nektarem. Pyłek produkowany jest przez rośliny jednorazowo, po czym pozostaje on przez jakiś czas we wnętrzu kwiatu. Dlatego z biegiem czasu może on ulec stosunkowo większemu zanieczyszczeniu.

Mitem jest pogląd, że pszczoły filtrują szkodliwe substancje zawarte w nektarze. One jedynie dodają do niego odpowiednie enzymy i zagęszczają, by powstał miód – zauważa biolog.

Choć spożycie miodu, nawet tego z lokalizacji o zanieczyszczonym powietrzu, jest bezpieczne – to fakt zanieczyszczenia odbija się na samych pszczołach. Z badań dr Szentgyörgyi, przeprowadzonych na grupie pszczół dzikich (murarek ogrodowych) wynika, że w miejscach zanieczyszczonych zachwiana jest proporcja płci w populacji, mniejsza jest także liczebność potomstwa.

Miejskie pszczelarstwo w ostatnich latach staje się w Polsce coraz bardziej popularne. Z danych Wojewódzkiego Związku Pszczelarskiego w Krakowie, przywoływanych przez badaczkę wynika, że na terenie samego Krakowa znajduje się 2 tys. uli. W zachodniej Europie pasieki takie weszły na stałe do krajobrazu miejskiego. Jednym z najbardziej prężnie rozwiniętych ośrodków pod tym względem jest Berlin z 15 tys. uli! Z kolei w Londynie jest ok. 3,5 tys. pasiek.

Już wkrótce, może za 2 lata izraelski lek na raka

Witaj,

Grupa izraelskich naukowców twierdzi, że wkrótce może zaoferować uniwersalne lekarstwo na raka. Sądzimy, że w ciągu roku będziemy mieli lekarstwo na raka, mówi Dan Aridor z firmy Accelerated Evolution Biotechnologies Ltd. (AEBi). To firma, która została założona w 2000 roku w inkubatorze ITEK w Parku Naukowym Weizmanna. Czytaj dalej „Już wkrótce, może za 2 lata izraelski lek na raka”

%d blogerów lubi to: